Zaloguj sięwasthere-compas

Twoje podróże

2015-06-14 14:36:51 / modyfikacja: 2015-06-17 10:23:48

Inshallah - notatki z podróży po Maroku, Fotografia 2505
Inshallah - notatki z podróży po Maroku, Fotografia 2506
Inshallah - notatki z podróży po Maroku, Fotografia 2508
Inshallah - notatki z podróży po Maroku, Fotografia 2511
Inshallah - notatki z podróży po Maroku, Fotografia 2512
Inshallah - notatki z podróży po Maroku, Fotografia 2507
Inshallah - notatki z podróży po Maroku, Fotografia 2522
Inshallah - notatki z podróży po Maroku, Fotografia 2521
Inshallah - notatki z podróży po Maroku, Fotografia 2523
Inshallah - notatki z podróży po Maroku, Fotografia 2520
Inshallah - notatki z podróży po Maroku, Fotografia 2518
Inshallah - notatki z podróży po Maroku, Fotografia 2519
Inshallah - notatki z podróży po Maroku, Fotografia 2517
Inshallah - notatki z podróży po Maroku, Fotografia 2514
Inshallah - notatki z podróży po Maroku, Fotografia 2516
Inshallah - notatki z podróży po Maroku, Fotografia 2515
Inshallah - notatki z podróży po Maroku, Fotografia 2513
Inshallah - notatki z podróży po Maroku, Fotografia 2510
Inshallah - notatki z podróży po Maroku, Fotografia 2509
Nigdy jeszcze nie spotkała mnie tak subtelna miłość, jakiej właśnie doświadczyłam. Delikatna, nikła, ulotna. Czarująca i tajemnicza. Wspaniała. A takie uczucie żywię właśnie do Maroka. Do kraju tak niesamowicie innego i ciekawego, do którego zaprowadziły mnie moje życiowe ścieżki i wybory. Maroko pozwoliło mi cieszyć się chwilą, cieszyć się życiem, ludźmi i ich towarzystwem. Dawno nie odczulam takiej radości życia. I niesamowitości pustyni. Bo to właśnie dla niej tam pojechałam.
Kiedy wzywa cię pustynia, jedyne co możesz zrobić to ulec temu pragnieniu. Maroko, które mnie sprowadziło na kontynent afrykański mnie nie zawiodło. Są rzeczy, których doświadczenie samo w sobie objawia się pięknem, którego nie można opisać. Można dobierać słowa, opisać kolory, zapachy, wrażenia. Ale słowa pozostaną daleko w tyle za tym uczuciem. Sahary trzeba doświadczyć. Trzeba tam być by ujrzeć jej magię, poczuć ją i pokochać. Kiedy ujrzy się jej piaski ona nas pochłonie. Mimo niebezpieczeństw i surowości jej tajemnice pociągają i kuszą. Tęsknotą ludzi wolności, nomadów życia. Oto czym jest pustynia. Szeptem wiatru i przestrzenią piasku.
fotografia
Moje wyobrażenia o tym kraju pokrywały się z rzeczywistością. A nawet i więcej - rzeczywistość je przerosła. Już gdy wysiadłam z samolotu poczułam ten wiatr orientu, nocną nutę tajemnicy wymieszanej z tęsknotą za przygodą. Ciepła noc przywitała mnie cicho, gdy wzrokiem ogarniałam ten nieznany mi jeszcze kraj. Moim oczom ukazały się arabskie mozaiki na lotnisku i niezrozumiale ślaczki zamiast normalnych napisów oraz groźnie wyglądający panowie przy odprawie paszportowej. A potem podroż do hotelu, zmęczenie i głód. Ale niech to! Przecież jestem w Maroku! Jaka z tych rzeczy ma znaczenie?
fotografia
Ekscytacja pozbawiła mnie snu. Ale zmęczenie nie odebrało mi radości podziwiania tego kraju. Piękne ogrody, niesamowite mury miast, dzieciaki grające w piłkę i dzieciaki otaczające cię z każdej strony licząc na to, iż uraczysz je cukierkami a w zamian obdarują cię wielbłądkiem uplecionym z liści palmowych. Kobiety w kolorowych strojach od których nie mogłam oderwać wzroku (choć im dalej na południe tym bardziej powszechniejsza jest czerń stroju. Na południu przeważa tradycyjne pojmowanie ubioru. Europejskość w tym względzie widziana jest w większych miastach), no i mężczyźni rozmawiający w kawiarniach o "Allah wie czym".
fotografia
I to ich życie: coś niby robią, niby pracują, choć tak naprawdę ma się wrażenie, że tylko siedzą właśnie w kawiarniach. I czas im płynie powoli. Rozmawiają, śmieją się, piją kawę lub herbatę, która jest wyśmienita oraz obserwują kto przejeżdża przez ich miasteczka.
fotografia
Jako iż była to moja pierwsza wizyta w kraju zdominowanym przez islam, nie wiedziałam konkretnie czego miałam oczekiwać od strony mężczyzn. Przyznam się, że była to jedna z największych moich obaw przed wyjazdem, jak i również na samym początku mojej przygody z Marokiem. Nie spotkałam się jednak z żadnym traktowaniem od strony Marokańczyków wskazującym na jakąkolwiek dezaprobatę związaną z moim towarzystwem. Wręcz przeciwnie, byli mili i ciekawi skąd jestem. Mówi się o Maroku, że jest najbardziej liberalnym z krajów muzułmańskich i jestem całym sercem za tym, aby tak pozostało. Nie ma tu tak bardzo znanych nam z telewizji jakichś fanatycznych poruszeń, aczkolwiek i Marokańczycy walczą w szeregach ISIS. Co jakiś czas słyszy się także, że władze tego kraju aresztowały ludzi powiązanych z tą organizacją a działających na terenie Maroka. Można tylko pogratulować i mieć nadzieję, że sytuacja się utrzyma, bo szkoda byłoby, gdyby tak piękny kraj ogarnęło szaleństwo dzihadystów rujnując życie wielu ludziom.
fotografia
Maroko jako kraj inspirujący do bycia europejskim przywykł do obcokrajowców. Jednak chcąc się tutaj porozumieć język angielski na niewiele się zda. Oczywiście Berberowie opanowali podstawowe zwroty i rozpoznają także i język polski (miałam tą przyjemność zostać powitana przez starszego pana zwrotem "Co jest pikna?" szczerzącego się w sympatycznym uśmiechu, choć braki w uzębieniu były aż nadto widoczne :) ). Język francuski jest niezastąpiony, poza arabskim oczywiście. Sprawiło mi to drobne kłopoty. Wprawdzie uczyłam się tego języka lecz został przeze mnie dawno zapomniany nad czym strasznie ubolewałam. Ale jak to bywa w takich sytuacjach istnieje jeszcze niezastąpiony język ciała. To dawało świetne rezultaty. Niestety nie osiągnęłam ich w szlachetnej sztuce targowania się. Ot, po prostu nie umiem tego robić. Nie mam cierpliwości i wyczucia pozwalającego mi mierzyć się z mistrzami w tym fachu. I tak więc "special price for you" nie było ani "special" ani "for me" lecz raczej dla sprzedawcy.
fotografia
Ich natręctwo czasami naprawdę bywało męczące i człowiek nawet jeśli nie chciał bywał zmuszony do bycia niemiłym. Z nawiązywanie kontaktu nie mają tam problemu. Wystarczy zwyczajne "Hi". Europejczyk, nie chcąc być niegrzecznym oczywiście odpowie, jednakże dla nich jest to oczywisty wstęp do dalszego kontaktu, który nierzadko jest potem ciężko przerwać. Dotyczy to także stosunków damsko-męskich, kiedy mężczyzna naprawdę nie ogarnia tematu, gdy nie chcesz się z nim napić kawy/herbaty czy czegokolwiek innego. Nawet marokańskie koty bywały mniej natrętne. Te wąsate stworzonka są prawdziwymi władcami tego kraju. Są wszędzie. Na placach, w restauracjach, hotelach, na ulicach, na lotniskach. Przemykają po dachach lub rozłożone wylegują się na słoneczku. I nikt ich nie przegania. Mało tego, Marokańczycy zostawiają dla nich miseczki z wodą. Zdecydowanie mi się to spodobało.
fotografia
Miło było podróżować po górzystych drogach, zagłębiając się coraz bardziej w południowe Maroko. To właśnie tam można poczuć jego prawdziwy klimat. Tego zwyczajnego życia, gdzie ta europejskość nie do końca dotarła choć przeciera sobie szlaki. Czas tam płynie wolniej, inaczej, szczęśliwiej. Bez pogoni za zbyt zbędnym materializmem. Czasem naprawdę można odnieść wrażenie, że jedyne czego tu potrzebują to herbata i ktoś do towarzystwa do pogaduszek w kawiarniach. A wezwanie do modlitwy? Kto chce to pójdzie do meczetu, kto nie, ten nie. Poza tym Marokańczycy lubią palić. I to wszędzie. Namiętnie i nagminnie. Gdziekolwiek nie będziesz zawsze znajdziesz popielniczkę. Uwielbiają także dzieci. Strasznie to uroczy widok, kiedy tak je przytulają czy głaszczą po głowie bez względu na to czy to własne, znajomego czy nawet zupełnie obce. Widziałam mojego znajomego Mohammeda, który takim właśnie czułym gestem, kładąc dłoń na głowie dzieciaka stanowił cudownie rozczulający widok.
fotografia
Co kochają jeszcze Marokańczycy? Labirynty! W miasteczkach, hotelach, ksarach, kazbach, gdziekolwiek. Maroko bez labiryntów to nie Maroko. I ja bardzo je uwielbiam. Uwielbiam sztukę berberyjską oraz kolory tego kraju. Uwielbiam świeży sok wyciskany z pomarańczy i niezastąpioną miętową herbatkę w której się rozsmakowałam. I uwielbiam spokój pustynnych terenów. Dlatego też po tym wszystkim Marrakesz wydał mi się ruchliwym skupiskiem wszystkiego, co na południu nie miało miejsca. Poczułam się zmieszana. Południe ukołysało moje myśli a Marrakesz ogłuszył mnie tętniącym w nim życiem. Byłam zmieszana europejskością. I choć naprawdę chciałam go zobaczyć, to już po godzinie w piekielnym upale zapragnęłam znowu znaleźć się na spokojnych, południowych drogach i miasteczkach.
fotografia
Lecz Marrakesz był punktem w którym południe zostawało za mną. Bo marokańska przygoda powoli dobiegała końca. A czyż można się lepiej z nią żegnać niż na placu Jemma El-Fna? Spacerując tam podczas zachodu słońca, pijąc herbatkę na tarasie po zachodzie słońca, jedząc ślimaki w nocy. I czasem po prostu odstawić aparat by tylko nacieszyć się otaczającą atmosferą. Wdychać zapach przeróżnych potraw, rozsmakować się w tadżinie albo w harirze. A może znowu zrobić zakupy? Lub przekąsić słodkie ciasteczka od sprzedawcy, którego przeganiała policja. Po prostu być w Marakeszu. W magicznym Maroku.
fotografia